Wróciłam do altanki bardzo przejęta opowieścią Świerka-Ćwierka. Miałam nadzieję, że za jakiś czas kiedy znowu przyłożę ucho do jego pnia usłyszę dalszy ciąg opowieści. Historia miasta widziana zielonymi igiełkami Świerka-Ćwierka to jedno, ale równie ciekawa była dla mnie historia Michałka, który teraz powinien mieć ponad 80 lat! Jak na człowieka to już staruszek, może z siwą brodą, może podpierający się laską, a może skoro działka od roku stała pusta i zarastała chwastami, może Michałek jest już po drugiej stronie życia?

Tego nie chciałabym usłyszeć bo to zawsze robi się bardzo smutno kiedy dowiadujemy się, że kogoś już na zawsze nie ma wśród nas nawet jeśli znamy go tylko z opowieści tak jak ja teraz Michałka... Ale też trzeba umieć się z takim faktem pogodzić. Nawet Kitka-Mitka, któregoś dnia nie wyjdzie ze swojego gniazdka, a najbardziej dorodne drzewo uschnie i nigdy nie zakwitnie już na nim żaden listek, nie wyrośnie pachnąca igiełka ani dorodna szyszka. Ale trzeba wierzyć, że tam dokąd idzie po śmierci dusza ludzi, zwierząt i roślin jest pięknie, spokojnie, wszyscy są szczęśliwi, nie ma wojen i nienawiści, a jest tylko pokój i miłość...

Postanowiłam zatem dać czas na odpoczynek Świerkowi-Ćwierkowi i zaczęłam rozglądać się za moją przyjaciółką Kitką-Mitką. Ciekawe co ona miałaby do opowiedzenia - buszuje sobie
swobodnie po wszystkich działkach i na pewno niejedno widziała... Kiedy się pojawi pójdę
za nią! Może zaprowadzi mnie do działki, której właścicielem będzie jakiś miły starszy pan, który na przykład lubi czytać książki i będę miała o czym z nim porozmawiać? Albo jakaś sympatyczna pani lubiąca robić na drutach żeby wyjaśniała mi dlaczego oczko nabierane na druty z prawej robi się jako lewe?

I tak oto któregoś poranka kiedy tylko weszłam do mojego Bajkowa i ukłoniłam się Świerkowi-Ćwierkowi, bo od czasu naszej rozmowy traktuję go jak człowieka tylko, że w świerkowej postaci, zauważyłam jakiś ruch w jego splecionych gałęziach. Zadarłam głowę do góry, a tam Kitka-Mitka hyc, hyc z gałęzi na gałąź przeskakuje. Ho, ho, - pomyślałam – poranną gimnastykę sobie robi dlatego jest taka zwinna. I tutaj zawstydziłam się myśląc o swoim lenistwie! Ile to razy obiecywałam sobie, że kiedy wstanę rano to chociaż parę minut poćwiczę, rozruszam rozleniwione przez sen kości, zrobię parę pompek przez co moja sylwetka będzie jak „nowa”, a tu co ? Najchętniej po obudzeniu przewróciłabym się jeszcze kilka razy z boku na bok i podrzemała ile tylko się da! Dobrze, że będąc na emeryturze już nie muszę chodzić do pracy, a tym bardziej szkoły, ale czy to jest wytłumaczenie? Podobno najlepiej działa przykład więc postanowiłam wziąć przykład z mojej przyjaciółki. Że jest tylko wiewiórką? No i co z tego! To tym bardziej bo nie wiadomo, czy ona w tym względzie nie wie więcej ode mnie? Stałam i patrzyłam na nią jak zaczarowana po czym szybko pobiegłam do altanki po orzeszki, które zawsze miałam przygotowane i to tak aby nie tracić czasu na ich szukanie. Po takiej porannej gimnastyce na pewno będzie jej miło schrupać dorodny orzeszek na pierwsze śniadanie!
Postawiłam orzeszek na ścieżce i cierpliwie czekałam. Nie minęło parę minut kiedy Kitka-Mitka zwinnym ruchem zeskoczyła ze Świerka-Ćwierka i podbiegła do orzeszka. Zaskoczyła ją taka miła niespodzianka i to z samego rana. Spostrzegła mnie i daję słowo, że zaklaskała w swoje małe łapki z radości! Byłam pewna, że ta radość nie jest tylko dlatego, że oto trafił jej się z samego rana ulubiony przysmak, ale także dlatego, że to ja o nim pomyślałam...Zanim wzięła go w łapki aby schrupać jego smakowite wnętrze przeczesała swoje futerko i ogonek – to oczywiste - do śniadanka należy usiąść już w pełnej toalecie!
A potem wybiegła za furtkę. No to na mnie też czas-pomyślałam. Tym razem potowarzyszę ci i zobaczę dokąd prowadzą twoje ścieżki!

Kitka-Mitka to biegła swoim drobnym truchtem przed siebie, to zatrzymywała się, to podchodziła do różnych drzew nie wskakując jednak na żadne z nich i biegła dalej. Szłam za nią przy okazji zwiedzając teren. Nie miałam jeszcze okazji aby przejść się po tym ogromnym ogrodzie pełnym takich działek jak moja chociaż moja była oczywiście najwspanialsza! Ale ponieważ w życiu należy być sprawiedliwym dlatego sprawiedliwie muszę powiedzieć, że mijałam altanki o wiele nowsze i bardziej nowoczesne niż moja. Widocznie zostały zbudowane niedawno gdy tymczasem moja pamięta jeszcze takie odległe czasy! Ale czy przez to nie jest dodatkowo atrakcyjniejsza i bardziej wartościowa? Ma swoją historię, której będę się od Świerka-Ćwierka wciąż co jakiś czas dowiadywać, a potem połączy się ona z moją historią, z moim życiem i w ten sposób powstanie ciągłość ludzkiego życia i jego losów...

Szłam więc za Kitką-Mitką coraz bardziej ciekawa gdzie ona tak z samego rana pędzi? Aż w końcu zatrzymała się przed działką pełną dorodnych kwiatów, których zapach oszołomił mnie, podbiegła do okazałego dębu i błyskawicznie zaczęła wspinać się po jego gałęziach aż wreszcie zniknęła w ogromnej dziupli. No, no, czyżby mieściło się tam jakieś Wiewiórkowe Biuro zarządzające całą wiewiórkową społecznością? Nie minęła chwila kiedy z dziupli wyjrzała Kitka-Mitka, a za nią dwie dorodne rudo-szare wiewióreczki po czym cała trójka zbiegła zwinnie z konarów dębu i pobiegła w głąb działek znikając mi z oczu. A jednak tak całkiem samotnie Kitka-Mitka nie żyje - pomyślałam z ulgą... Dobrze mieć chociaż jednego przyjaciela, z którym można podzielić się swoimi radościami i smutkami. A szczególnie smutkami bo wtedy robi się lżej na duszy i łatwiej znieść trudne chwile...

Już miałam wracać do swojego Bajkowa kiedy zobaczyłam iż dróżką idzie starszy pan.
Zatrzymał się i w torbie zaczął czegoś szukać. Tak, tak, szukał kluczy do furtki działki przed którą akurat stałam! Kiedy już je znalazł podszedł do niej i zaczął otwierać kłódkę, a ja powiedziałam „dzień dobry” bo po pierwsze był to początek dnia, a po drugie lubię ukłonić się pierwsza nawet jeśli kogoś nie znam, rodzi to bardzo miłe zaskoczenie i jest wtedy miło obu stronom. Tak stało się i tym razem. Starszy pan uśmiechnął się serdecznie, a widząc jego pytające spojrzenie dlaczego akurat stoję pod jego działką uznałam, że muszę mu wyjaśnić powód. Teraz już na dobre się roześmiał.

 -Tak, tak, żyje tu taka jedna w tej dziupli bardzo towarzyska, raz po raz zaprasza różne do siebie z całych działek ! A potem szaleją po drzewach, co one nieraz wyprawiają, ile mam radości patrząc na nie! A potem rozbiegają się każda do siebie, bo one jak widzę lubią niezależność, taka już ich natura! W tym czasie otworzył furtkę i zaprosił mnie do środka. Poprosił abym usiadła na ławeczce pod jabłonką.

-”Niech pani chwilę poczeka – powiedział. Zaraz pani coś zobaczy co także się pani na pewno bardzo spodoba skoro tak lubi pani zwierzęta”. Poszedł do przybudówki na zapleczu swojej także starej, ale ładnie utrzymanej altanki i dłuższą chwilę go nie było. Słyszałam dobiegające stamtąd jakieś szuranie, stukanie i czyżby gulgotanie ? Naraz zdał się słyszeć ogromny szum, trzepotanie skrzydeł i pod niebo wzbiło się stado pięknych białych gołębi!
Zerwałam się z miejsca oszołomiona tym widokiem! Patrzyłam z zachwytem jak zataczają kręgi nad altaną, jak wzbijają się wysoko, wysoko prawie pod niebo po czym posłuszne wydanej komendzie wracają i siadają na dachu altanki!

 - „Wrażenie, co” ? - powiedział dumnie pan, dla którego już w międzyczasie wymyśliłam pseudonim „Pan dzień dobry o poranku”.
-Niesamowite- odpowiedziałam. Pierwszy raz jestem blisko takiego zdarzenia. Do tej pory znałam gołębie jako zwyczajne miejskie ptaki, o których różnie ludzie mówią, zwłaszcza wiadomo z jakiego powodu... Ale co temu winny jest ptak? Przecież nie zbuduje się w mieście ani nigdzie indziej „Toalet dla gołębi”, do której będą stały w razie potrzeby w kolejce płacąc jeszcze dodatkowo pani za sprzątanie oliwnymi gałązkami...

Czy dużo ich jest, bo nie zdążyłam z wrażenia policzyć ?– zapytałam bo już poczułam w „Panu dzień dobry o poranku” chęć mówienia o swoim hobby wspólną wszystkim pasjonatom w jakiejkolwiek dziedzinie ! Przecież to największa przyjemność opowiadać o tym co się kocha i dla czego poświęca się swój czas uważając go za najlepiej wykorzystany...

- „A może napije się pani kawy”-? zapytał. Mam tu taki mały czajniczek, zaraz go włączę. Gołębie niech w tym czasie pooddychają świeżym powietrzem, rozprostują skrzydła bo potem czeka je niezły trening... Kiedy zapach kawy wypełnił całe otoczenie jabłonki „Pan dzień dobry o poranku” opowiedział mi wzruszającą historię dlaczego hoduje białe gołębie...

Ewa Radomska /ciąg dalszy nastąpi.../


Weranda literacka

Książki, książki
Weranda literacka

Książki, książki

O kramach z książkami i kramie z tymi kramami

  • 1
  • 61
Salon piękności. Niezwykłe kobiety w Biblii
Weranda literacka

Salon piękności. Niezwykłe kobiety w Biblii

książka znanego i cenionego rekolekcjonisty o. Tomasza Zamorskiego OP o sile i odwadze biblijnych kobiet

  • 0
  • 41
Korespondent
Weranda literacka

Korespondent

15 maja br. ukaże się książka Marka Lehnerta, polskiego korespondenta radiowego, który przez trzydzieści lat prowadził relacje z Watykanu

  • 0
  • 670
Rozmyślania
Weranda literacka

Rozmyślania

  • 0
  • 971
Ja z Bajkowa  26
Weranda literacka

Ja z Bajkowa 26

Życie van Gogha i „Kurka wodna”

  • 1
  • 183
 Śmiałości umysłu i otwarcia duszy...
Weranda literacka

Śmiałości umysłu i otwarcia duszy...

Barbara  Grieger  Dusza, której misją jest inspirowanie i pomaganie innym

  • 0
  • 94
Eutanazja w nazistowskich Niemczech
Weranda literacka

Eutanazja w nazistowskich Niemczech

Wykłady: Nazistowska zagłada osób z zaburzeniami psychicznymi na ziemiach polskich. Początek ludobójstwa – prof. Tadeusz NasierowskiNazistowskie elity władzy na Górnym Śląsku w okresie przeprowadzania Akcji T4 – dr Mirosław Węcki

  • 0
  • 117
Naciągnięte
Weranda literacka

Naciągnięte

 Jak kobiety uwierzyły, że tylko piękne będą szczęśliwe

  • 1
  • 1543
Ja z Bajkowa  25
Weranda literacka

Ja z Bajkowa 25

Biedni bezdomni...

  • 0
  • 211
 Ta, którą nazywano Iłłą
Weranda literacka

Ta, którą nazywano Iłłą

"IŁŁA. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie"  Joanny Kuciel - Frydryszak, to biografia - opowieść o życiu niezwykłej poetki, a także zapis czasów i zmagań z przeciwnościami człowieczego losu. Droga od narodzin do śmierci - długa, szeroka, kręta i bardzo ciernista

  • 0
  • 153
Jesteśmy drzewami
Weranda literacka

Jesteśmy drzewami

  • 1
  • 253
Do wróbla
Weranda literacka

Do wróbla

 W bieżącym 2019 roku Międzynarodowy Dzień Wróbla przypada na dzień 20 marca

  • 1
  • 249
Zaistnieć w sieci
Weranda literacka

Zaistnieć w sieci

21 wiek – czas gwałtownie rozwijającej się elektroniki, czas błyskawicznie rozwijającego się Internetu

  • 0
  • 254
Matki i córki we współczesnej Polsce
Weranda literacka

Matki i córki we współczesnej Polsce

  Co to znaczy być matką córki? Jakie są doświadczenia córek?

  • 1
  • 245
Ja z Bajkowa 24
Weranda literacka

Ja z Bajkowa 24

Wielcy kompozytorzy i dramaty ich życia

  • 0
  • 425
Jemioła na szczęście
Weranda literacka

Jemioła na szczęście

Przysłowie ludowe mówi: "Bez jemioły rok jest goły"

  • 0
  • 311
 Moniuszko, Petersburg i perły...
Weranda literacka

Moniuszko, Petersburg i perły...

Wiele jest przypadków  wśród wielkich geniuszy, którzy za życia żyli niemal w nędzy, a wiele lat po śmierci  ich dzieła rnsą docenione, wznawiane, a oni sami stawiani są na piedestałach i stają się dumą narodową

  • 2
  • 446
Tak skromna, że aż piękna
Weranda literacka

Tak skromna, że aż piękna

Cioci Jasi

  • 1
  • 426
Ewa Radomska i Bajkowo
Weranda literacka

Ewa Radomska i Bajkowo

Proszę powiedz jak powstała książka „Ja, z Bajkowa”, jak się zaczęła, przecież każdy sukces zawsze zaczyna się od pierwszego kroku?

  • 2
  • 549
CZAPKINS. Historia Tomka Mackiewicza
Weranda literacka

CZAPKINS. Historia Tomka Mackiewicza

Przez całe życie Tomek Mackiewicz, „Czapkins”, niemożliwe zmieniał w realne.

  • 1
  • 426
Mamy bestseller!
Weranda literacka

Mamy bestseller!

„Gliwice. Biografia miasta” autorstwa Bogusława Tracza, książka wydana przez Muzeum w Gliwicach spotkała się z ogromnym zainteresowaniem czytelników.

  • 0
  • 460